abcZdrowie.plZdrowie.pl - serwis należy do sieci serwisów o zdrowiu polecamy:

Zajęcia w gimnazjum

8 kwiecień 2009, godz. 10:01
 

Jestem uczennicą gimnazjum i uważam, że w szkole powinny być normalnie zajęcia o antykoncepcji. Skoro jest np. przedsiębiorczość, to czemu by nie antykoncepcja. Pewnie jest bardziej przydatna od tej pierwszej, bo nie każdy będzie miał swój biznes, a pewnie każdy będzie uprawiał seks. I powinny być z tego klasówki. Z teorii oczywiście. Dwója z takiej klasówki to powinien być taki totalny obciach na całą budę. Może przynajmniej takie laski, co lubią gwiazdę, nie byłyby takie zdziwione, że są w ciąży i nie wiadomo z którym.


Komentarze

04.10.2009 23:03
użytkownik anonimowy

Zauważ tylko, że przedsiębiorczość nie uraża niczyich przekonań religijnych, a antykoncepcja pewnie tak....

18.10.2009 21:10
użytkownik anonimowy

Zgadza się, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby alternatywnie do antykoncepcji omawiać metody naturalnego planowania rodziny. Z resztą zarówno antykoncepcja jak i npr są w programie przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie - wiem, bo uczę. Moim zdaniem zadaniem nauczyciela jest przedstawić rzetelne informacje, a wybór będzie już należał do zainteresowanych.

04.11.2009 20:41
użytkownik anonimowy

jestem za powinni cos takego wprowadzić żeby wszyscy wiedzieli na czym to działa

13.01.2010 21:17
użytkownik anonimowy

Z doświadczenia wiem, że temat antykoncepcji w polskich szkołach leży i kwiczy. Słynne "wychowanie do życia w rodzinie" polega, o ile pamiętam, na rysowaniu mamusi, tatusia i dziecka, określaniu swojego miejsca w rodzinie i tym podobnych bzdurach. W liceum za to o antykoncepcji mowa była na lekcji religii (gdzie wszystkie metody zostały potępione, pan katecheta powiedział, że jak będziemy brać tabletki antykoncepcyjne, to nigdy nie zajdziemy w ciążę a Kościół wyklnie nas na zawsze) oraz na biologii, gdzie pani profesor piała peany na temat metod naturalnych (nam 18-nastolatkom, kazała mierzyć codziennie rano temperaturę śluzu i prowadzić szczegółowe dzienniczki), a jakiekolwiek inne sposoby potępiła z powodu ich NISKIEJ skuteczności ( może w życiu nie słyszała o wskaźniku Pearla ... ? ) i bardzo poważnych skutków ubocznych. Teraz już wiem, jakimi subiektywnymi bzdurami nas karmiono. A my głupie nastolatki wierzyłyśmy. Bo w końcu komu wierzyć jak nie "WYKWALIFIKOWANYM" w tym kierunku nauczycielom? Uważam, że w ten sposób wyrządza się młodym ludziom bardzo wielką krzywdę. Zamiast prawdziwych informacji dostają oni majaczenie katechety i nawiedzonej biologiczki .. tak jak ja.

30.01.2010 21:00
użytkownik anonimowy

Naprotechnologia, bioetyka warto mówić o tym w szkołach.